Pierwsza wyprawa w sezonie to zawsze emocje. Nie wiem jak u was, ale u mnie ten dzień wygląda mniej więcej tak — budzik na czwartą, kawa na stojąco, i odkrycie że torba wędkarska jest w rozsypce bo przez zimę mole zjadły jeden z pasków. Co roku obiecuję sobie że przejrzę sprzęt wcześniej, i co roku tego nie robię. W tym roku postanowiłem zmienić podejście i zacząłem przygotowania już w połowie kwietnia. Dwie godziny planowania oszczędziło mi kupę nerwów i pieniędzy.
Krok 1 — przegląd tego co już mamy
Zanim pobiegniecie do sklepu, wyciągnijcie wszystko co mieliście z zeszłego roku. Sprawdźcie żyłkę — jeśli jest szorstka w dotyku albo ma widoczne zagięcia, do wymiany. Kołowrotkę rozkręćcie i nasmarujcie mechanizm. Haczyki które mają choćby minimalne ślady rdzy wyrzucajcie bez sentymentów — nowy komplet kosztuje kilka złotych, a stracona ryba z powodu złamanego haczyka boli duzo bardziej. Ja dodatkowo robię sobie listę braków w telefonie — wygodniej niż kartka, bo mam ją potem w sklepie.
Krok 2 — uzupełnienie sprzętu bez przepłacania
Teraz najważniejsza kwestia — gdzie kupić brakujące elementy żeby nie zbankrutować. Moja rada: zacznijcie od dyskontów i ich ofert sezonowych. W tym roku naprawdę solidną ofertę ma Biedronka — kompletne zestawy wędkarskie, torby, podbieraki i mnóstwo drobnych akcesoriów. Kto chce zobaczyć co dokładnie jest dostępne i za ile, niech sprawdzi aktualną ofertę wędkarską Biedronki z cenami. Są tam zestawy od 99 zł i torby od 69 zł — za takie pieniądze w sklepie branżowym nie kupi się nawet porządnej kołowrotki. Resztę drobnicy — dodatkowe haczyki, ciężarki, spławiki — można dobrać w markecie za kilkanaście złotych.
Krok 3 — dokumenty i lokalizacja
O tym zapomina połowa wędkarzy, szczególnie ci którzy łowią raz na jakiś czas. Karta wędkarska jest bezterminowa, ale zezwolenie na łowienie w danym obwodzie rybackim trzeba odnawiać co roku. Sprawdźcie to ZANIM pojedziecie nad wodę, bo mandaty nie są małe. W Polsce większość zezwoleń kupicie online przez ePUAP albo bezpośrednio u zarządcy wody. Co do lokalizaji — ja na początku sezonu zawsze wybieram łowisko które znam, żeby nie tracić czasu na szukanie stanowiska. Nowe miejsca testuję dopiero w maju-czerwcu, kiedy ryby są bardziej aktywne i łatwiej je zlokalizować nawet na nieznanej wodzie.
Krok 4 — pakowanie i checklista
Moja minimalna lista na pierwszą wyprawę: wędka z kołowrotką, zapasowa szpula z żyłką, zestaw haczyków i spławików, nożyczki, odczepiacz, podbierak, krzesełko, coś do jedzenia i picia, krem z filtrem (kwiecień potrafi zaskoczyć słońcem). Torba wędkarska z dobrymi kieszeniami to zbawienie — wszystko ma swoje miejsce i nie trzeba grzebać po plecaku. Jeszcze jedno — powerbank do telefonu. Serio, nic nie psuje nastroju bardziej niż rozładowany telefon kiedy chcesz sprawdzić pogodę albo zrobić zdjęcie złowionej rybie.
Pierwszy wyjazd w sezonie to taki reset — nawet jeśli nic nie złowiecie, samo siedzenie nad wodą z wędką w ręku działa lepiej niż jakikolwiek urlop. Przygotujcie się porządnie, a reszta przyjdzie sama.






